KIKO wodny cień - mój faworyt z ostatniej chwili
Wpadłam w zachwyt od pierwszego spojrzenia:)
Te cienie KIKO od samego początku mnie zauroczyły, najpierw stara edycja limitowana, troszkę w innych opakowaniach, teraz w nowej, ulepszonej edycji znowu czaruje moje oko.
Mowa o KIKO water eyeshadow long lasting wet and dry - ja nabyłam kolor: 225 - metaliczny nieco, iskrzący, nasycony niebieski, nieco kobaltowy może, choć gra światła jest na tyle spora,że mam obiekcję co do weryfikacji odcienia.
Przyczepność super, blendowanie też , genialna jedwabistość i miękkość.Można nakładać na sucho ( jak ja teraz) bądź na mokro by uzyskać mega nasycony metaliczny look.
Na sucho daje taki satynowy lekko odbijający światło efekt.
Pojemność: 3 gramy, cena 8.9 funtów bądź 8.9 euro:)
W euro taniej rzecz jasna, ja przeplaciłam bo kupowałam w UK.
Mnóstwo odcieni, aż można oczopląsu dostać, ledwo odeszłam od stoiska by nie nakupować zbyt dużo.
Do makijażu użyłam kredki z Maybeline smoky eyes, którą niebawem pokażę i khola Guerlain z ostatniej kolekcji plus maskarę Armani excess eyes to kill.
Te cienie KIKO od samego początku mnie zauroczyły, najpierw stara edycja limitowana, troszkę w innych opakowaniach, teraz w nowej, ulepszonej edycji znowu czaruje moje oko.
Mowa o KIKO water eyeshadow long lasting wet and dry - ja nabyłam kolor: 225 - metaliczny nieco, iskrzący, nasycony niebieski, nieco kobaltowy może, choć gra światła jest na tyle spora,że mam obiekcję co do weryfikacji odcienia.
Przyczepność super, blendowanie też , genialna jedwabistość i miękkość.Można nakładać na sucho ( jak ja teraz) bądź na mokro by uzyskać mega nasycony metaliczny look.
Na sucho daje taki satynowy lekko odbijający światło efekt.
Pojemność: 3 gramy, cena 8.9 funtów bądź 8.9 euro:)
W euro taniej rzecz jasna, ja przeplaciłam bo kupowałam w UK.
Mnóstwo odcieni, aż można oczopląsu dostać, ledwo odeszłam od stoiska by nie nakupować zbyt dużo.
Do makijażu użyłam kredki z Maybeline smoky eyes, którą niebawem pokażę i khola Guerlain z ostatniej kolekcji plus maskarę Armani excess eyes to kill.
nie jestem wielką fanką niebieskości, ale Tobie pasuje :)
OdpowiedzUsuńoj tam zaraz nie pasuje:) Ja bym Cię spokojnie umalowała
Usuńuwielbiam tego rodzaju cienie.. pewnie to ta sama konsystencja co sephora mono - uwielbiam je!
OdpowiedzUsuńraczej bliżej im wg mnie do EL:)
UsuńI ja poproszę takie małe porównanie żelowego Kiko z żelowymi cieniami Estee Lauder :]
Usuńto ja sie podpisuje
UsuńWytłoczenia na kikowych cieniach są świetne. Kolor również bardzo mi się podoba, lubię ten odcień niebieskiego. :)
OdpowiedzUsuńno tłoczenie jest genialne aż szkoda ruszać:)
UsuńPieknie sie prezentuje w opakowaniu, na oczach już troche gorzej
OdpowiedzUsuńno mistrzem makijaży nie jestem wybacz:)Fakt,że sie nie starałam jakos mega ale nie pretenduję do roli speca makijażu.:P
Usuńsam cień wygląda fajnie (tłoczenie <3), ale osobiście wybrałabym inny kolorek :]
OdpowiedzUsuńładny cień, tłoczenia mi się bardzo podobają :)
OdpowiedzUsuńNo i u Ciebie też wyłazi z niego fiolet :) tak jak pisałam to typowy perwinkle, nie wiem dlaczego nazwali go Indigo :) Dla mnie indygo jest sporo ciemniejsze, bardziej wyraziste
OdpowiedzUsuńA ta wstrętna lampa znowu zaburza odbiór makijażu ;)
Usuńbo ja zdjęc nie umiem robic:P Stad tak widac:)
UsuńAle może kiedyś lepszy aparat ech
Szkoda że Kiko nie ma w Polsce - chętnie kupiłabym ten cień i parę innych rzeczy ;).
OdpowiedzUsuńoj tak, przyłączam się do tego żalu.
UsuńMnie na początku by pewnie było szkoda naruszyć to małe dzieło sztuki :)
OdpowiedzUsuńJest Ci bardzo ładnie w tym kolorze.
też tak mam więc boczkiem naruszam hehe
UsuńWygląda po prostu magicznie :)
OdpowiedzUsuńo nie, ja się zakochałam :D Cień przedstawia się bosko :)
OdpowiedzUsuń