wtorek, 7 kwietnia 2015

Jak to jest z pomadkami Anastasia Beverly Hills - moje review zakupionych kolorów



Jak to jest z pomadkami Anastasia Beverly Hills?


Jakie one są?


Otóż jako kosmetyczny geek musiałam to sprawdzić, kuszona przez Irenkę, kuszona przez portale i YT, powiedziałam sobie w końcu tak.
Problem w tym,że w UK nie są one dostępne - jedyne ich źródło to Unites Stated. Biłam sie z myślami jak tu zamówić by nie przepłacić z cłem i w końcu uległam korzystając ze strony sklepu Anastasia Beverly Hill zakupiłam z rabatem - 10% - którym oferuja wszystkim nowym użytkownikom.

Na początek, przejrzawszy wszystkie swatche, wybrałam dwa kolory: Electric coral i Baby pink. Oraz... jeden cień , który mozna by było uznać jako bazowy.
Każda pomadka ma  3.2 gram, zapakowana jest w tekturowe, klasyczne i przyciagające uwagę opakowanie.


Czekałam na przesyłkę ponad 1.5 tyg mimo - wykupiłam szybka i droga przesyłkę za prawie 18 dollarów, z cłem wyszło dużo droższej.

Strona angielska, pomimo niedużej wartości jak na UK,  postanowiła oclić moją przesyłkę obciążając ją aż ponad 16 gbp cła ( handling fee 8 bp) co mnie niejako zbulwersowało bo to koszt jednego, dobrego błyszczyka :/ No cóż za gapowe się płaci, okazuje się,że tylko poniżej 20 gbp i specjalnej deklaracji przesyłka nie podlega ocleniu.





Co do swatchy, powiem jedno: w sieci jednak  krążą te bardzo podrasowane, nieraz nie bardzo odzwierciedlające obraz rzeczywistości: to co miało okazać się naturalnym różem, okazało się konkretnym, trochę mazidłowym koszmarem.
Myślę,że ważną rzecza jest  zwrócenie uwagi na swoją pigmentację ust - co mi niestety starej wyjadaczce umknęło:) Zresztą widząc swatche na jasnokrwistych dziewczynach wydawało mi się to mniej istotne.

A więc do rzeczy:


Konsystencja: moim skromnym zdaniem każdy kolor ma nieco inną, bardziej lub mniej kremową i zbitą konsystencje, Baby pink okazało się dla mnie koszmarkiem przy bezpośredniej aplikacji aplikatorem: zbita, gęsta i marząca się konsystencja totalnie mnie zraziła, a efekt? Malowana lala z Hollywoodu , mega przerysowana. Postanowiłam daś kolorowi  szanse poprzez nakładanie go pędzlem i obrysowanie konturówką i.. tadam przy dobrej technice zadziałało i taką odsłonę pokazałam Wam tu.

Generalnie jednak ten kolor bardzo szybko wysychał i czyni usta podatnymi na suchość!! Toteż uwaga z nakładaniem.

Jednakże moją techniką sprawdzenia wartości i jakości pomadki czy też błyszczyka jest jego prosta użytkowość i możliwość szybkiej i niezawodnej aplikacji, a nie żmudne budowanie koloru i walka z aplikacją. Więc ten kolor totalnie mnie odrzucił ze względu na te trudności.

Drugi kolor: Electric coral jest bezbłędny i aplikator nabiera go równomiernie, konsystencja jest jakby mniej zbita a bardziej musowa i łatwo sunie po ustach, pieknie je wyprofilowując, ba nie musisz używac konturówki!!  Dwa rózne kolory jednej pomadki i jakie duże różnice?

Tu jestem na tak choć kolor wiadomo jest tak elektryzujący,że nadaje się tylko na wielkie wyjścia:)


Efekt: Zazwyczaj jest lekko matowy i długo utrzymujący się, nie ważne czy jesz, pijesz, pomadka zostaje na całości ust!!Masz murowane zaufanie do nich.



Jedyny niuans, bardzo istotny dla właścicielek suchych ust to zastosowanie konkretnej natłuszczającej bazy bowiem pomadki dają dość ewidentny  matowy efekt i lubią wchodzić w zakamarki.


A tu moje skromne i nie podrasowane zdjęcia z Iphone'a.





Czy dam im szanse?Jedna zostanie ze mną , druga poleci w świat:)


A na koniec, mimo,że konsystencja jest dużo bardziej musowato-kremowa to swoją konkretnością przypominają mi płynne pomadki Max Factor:)


Miałyście te pomadki? Jak Wam się spisały?





Read more ...

sobota, 4 kwietnia 2015

Życzenia 4Premiere na Wielkanoc 2015:)



W związku z pięknymi świętami Wielkiej Nocy, chciałabym Wam życzyć cudownej rodzinnej atmosfery, coś na zajączka, pięknej pogody i mokrego Śmingusa-Dyngusa:)

Tutaj w UK w ogóle się tych Świąt nie odczuwa -  tak jakbym chciała ( ja zaraz ucikam do pracy), nie mniej jednak Zając u mnie stoi, jajka będą malowane a na dzieci czekają  babeczki z czekoladą i wanilią:)

O moich zajaczkowych zakupach opowiem jutro:)



Dla Was na poczestunek:)

Read more ...

czwartek, 26 marca 2015

Moje chciejstwa na nadchodzący sezon spring-summer 2015 - co mnie kusi?



Witajcie kochani:)

Czego nie mogę się odczekac na nadchodzące ciepłe dni?

Oto moje chciejstwa na nadchodzące 2 mc:



- przede wszystkim  puder Guerlain Jolie teint terracotta powder , który wkrótce Wam przedstawię, bo po dokładnym obadaniu bardzo mi przypadł do gustu, żaden odcien wg. mnie nie jest w tonacji pomarańczowej i każda z Was będzie mogła coś wybrać.






- kolekcja zapachów Jo Malone - jakiś czas temu obiecałam Wam opisać kolekcje, którą mam ( skromna) i odzwierciedlić ich duszę - z braku czasu zamiar ten zaniechałam, ale po zapoznaniu się z nowa kolekcją na bank temat odświeżę, jeśli tylko będziecie chciały się z nim zapoznać.

Od kwietnia bowiem marka wypuszcza 3 nowe doznania estetyczno-olfaktoryczne i bardzo jestem ich ciekawa, nowe ujęcie zapachu, połączenie tradycji i nowego spojrzenia niezależnych kobiet.

- pokażę Wam również moje nowe pomadki w płynie od Anastasia Beverly Hills, które zbierają super recenzje w sieci.




- czekam też na nową kolekcje Chanel  Les beige  2015 summer collection , by po raz kolejny zweryfikować pudry z tej rodzinki oraz magiczne Healthy  glow sheer sticks




Słyszałam też z pierwszej ręki,że limitowany puder z tej kolekcji ma przypominać Chanel camelia de plumes tylko drobiny mają być innego koloru. Więc poczekajmy.


A na co Wy czekacie?:)
Read more ...

piątek, 20 marca 2015

Moje review Miracle cushion foundation Lancome w oparciu o Iope cushion foundation - wersja ekspresowa:)



Dzisiaj przychodzę z review - moim review, niesponsorowanym, a dotyczącym  magicznego podkładu w poduszce a mianowicie  Miracle cushion Lancome.

Jakiś czas temu rozgorzała dyskusja na temat tego podkładu, który wg.  kryteriów Lancome miał przypominać do złudzenia koreański pierwowzór, i na którym to się bardzo  wzorowano.

Mam obydwa tzn. podkład Iope cushion foundation w kolorze N21 a po jakimś czasie zakupiłam Lancome, próbowałam kilka podejść i dzisiaj chciałabym sie podzielić moją opinią o nim - w ramach oparcia się o produkt koreański Iope cushion foundation.

Na wstępie pragne dodać,że nie jestem ekspertem jeśli chodzi o wszystkie kompakty azjatyckie, spróbowałam Iope ( najbardziej charakterysyczny moim skromnym zdaniem) i na tym opieram swoja opinię, mam też w zanadrzu moje zdanie o samych koreańskich kosmetykach typu BB etc.

Po spróbowaniu obydwu pragnę mimo wszystko przychylić szalę zwyciezstwa na korzyść Lancome, już mówię dlaczego:


- po pierwsze chyba jako europejka, mam inne podjeście do kwestii podkładu i tego co mają czynić z twarzą, nie lubie tych zawiesistych formuł z azjatyckich kosmetyków kolorowych:/ Uwielbiam japońskie marki i dość długo pracuje z ich wersjami europejskimi i stanowczo mi wystarczają!!! Nie moją intencją jest niesamowity  ale tłusty glow jaki daje mi IOPE, mam przez to wrażenie,że skóra się dusi, to samo tyczy się zapachu.

- po drugie warto też wspomnieć,że uwarunkowania pogodowe jak i podejście w pewnych kwestiach do spraw skóry i kosmetyki jest diametralnie różne, różne tez sa ich skóry - badając ponad 2 lata skóry różnej maści i narodowości , w tym azjatek w Londynie mam nieco inne rozeznanie w tym temacie, nawet najbardziej tłustą skórę odczytują jako suchą i uwielbiają zawiesiste kremy.

- po trzecie kryteria azjatyckie sa nieco inne, chodzi  głównie o uzyskanie wszystkiego na raz: nawilżenia, niesamowitej świeżości i mam wrażenie,że i odżywienia w jednym, czy tak się da? Moje doświadczenia z japońskimi kosmetykami mówią o wieloetapowości w pielęgnacji i  staram się  nie przerysowywać produktów i ich działania z półki kolorowej.






Ale do rzeczy:

 Miracle cushion zakupiłam w kolorze no.02 gdyż zarówno używany z reguły przez mnie no. 03 jak i no.1 był nie w mojej tonacji.Kolor no.02  beige rose mimo trochę różowego przerysowania najbardziej wtopił się w moją kolorystykę.
Poduszka jest  14 gramowa, sama struktura gąbki nie jest aż tak precyzyjna jak koreańskiej ( ta jest bardziej mięsita, puszysta i zbita ale takiż jest i  podkład jesli chodzi o konsystencje) a sam podkład bardziej wodnity ale nie na tyle by go swobodnie i komfortowo nie dozować.

Obydwa mają wkłady wymienne i gąbeczki do nakładania.

Co mnie skusiło ,żeby nabyć podkład Lancome?

Mimo podejścia jak pies do jeża do takowych wynalazków, bardzo lubię teksturę podkładów Lancome. Jednym z moich ulubionych podkładów jest własnie Teint idole ultra  24 h Lancome:) klik - moje review

Po wypróbowaniu IOPE bardzo chciałam je porównać i potestować, tym bardziej,że nie byłam zbytnio zadowolona z IOPE z w/w powodów ) zbytnio kremowy dla mojej mieszanej skóry , za jasny odcień i ta dziwna płaskość przez tą bladość oraz zapach).



podklad i tylko podklad Lancome Miracle cushion

Jakie jest moje odczucie po użyciu Lancome Miracle cushion?

Bardzo na plus: lekka, półpłynna konsystencja szybko dopasowująca i stapiająca się ze skórą, lekki satynowy woal ( jak dla mnie), rzeczywiście podkład jest lekki, komfortowo nawilzający ( choć od nawilżenia jest  pielęgnacja i tego nie oczekuję aż w takim stopniu) , na wielki plus zasługuje możliwośc budowania krycia!! Super efekt, który mnie mega zaskoczył.  Rozświetlenie i świeżość po aplikacji, która dość dobrze mi się utrzymywała.

Filtr zastosowany w kompakcie to SPF23, w koreanskim IOPE 50 plus - mnie wystarczy to 23 gdyż nie jestem mega zwolennikiem dużych SPF i tego nie potrzebuje:)

Na moje doznania i oko produkt będzie super dla osoby z mieszaną, bądź średnio tłusta skórą.Co do skór suchych się nie wypowiem ale przy dobrym nawilżeniu nie powinnien sprawiać zadnego kłopotu.

Jedyna co można mu zarzucić to ta kolorystyka i być może gramatura.


Jeśli jesteście ciekawi moich pełnych wrażeń z używania IOPE baź dokładniejszego porównania tych dwóch podkładów, dajcie znać:)


Jednocześnie zachęcam Was do odwiedzin bloga Ani klik, która dużo czasu poświęca na badanie podkładów poduszkowch własnie z azjatyckiego rynku.









Read more ...

poniedziałek, 16 marca 2015

Stylebox - trendy kosmetyczne z londynskich ulic - hot or not?



Stylebox  to nowa rubryka na moich blogu - chciałabym poruszać tutaj zarówno nowe trendy kosmetyczne : te dziwne i te  mniej spotykane, albo wręcz powszechne czyli o kosmetyce nieco inaczej, co jest na  topie w Londynie i co czasem przyprawia mnie o zawrót głowy a jednocześnie inspiruje :)
Wszak rzekło się,że Londyn jest stolicą mody zarówno nurtu street fashion jak i tej bardziej wysublimowanej i wszukanej.A makijaż i jego trendy leżą jakby gdzieś zaraz za  tym i są nieodzwoną częścią Fashion.


Poniżej opiszę kilka aspektów , które z punktu widzenia  kosmetycznego wydają się dominujące w środowisku, w którym się obracam:



- konturowanie - nie ma makijażu bez konturowanie: wszelkiej maści bronzery, rozświetlacze,mieszanki do konturowania i  gra światła jest  pożadana na każdym kroku!!!Zgodnie jednak doszłyśmy do wniosku, z koleżanką ze stoiska obok,że idzie to niejednokrotnie w przekłamanym kierunku: każdy ma inne proporcje i co Youtuberka pokazuje na sobie niekoniecznie przyda się innej, o innym kształcie czaszki. Takie bezrozumne kopiowanie dochodzi do absurdów .


- sztuczne rzęsy - kiedyś już pisałam jak powszechne jest w Londynie używanie faux lashes - poprawia się naturę nietylko maskarami ale też i sztucznymi kępkami i mega konkretnymi nieraz doczepkami rzęs.Z boku wygląda to nieco dziwnie...jak wachlarz pawia.


- doczepki włosów, przedłużanie: każdy chciałby mieć bujne włosy, kręcone bądź  proste ( te co mają proste chcą kręconych i na odwrót) , długie, falowane niczym gwiazda z Hollywood czy modelka z wybiegów. Bardzo często widać na ulicy,że dziewczyny korzystają z peruki bądź doczepianych włosów i każdy style jest pożądany.
Niejednokrotnie  dałam się nabrać na perukę, myśląc ,że to włosy danej osoby.

- brwi - to bardzo istotny element twarzy, zaniedbane , źle wyregulowane nie dodaja uroku, czyniąc czasem z rysów twarzy maskę klowna. Zauważyłam,że w Londynie modne są dość grube i mocno podkreślone brwi, nie widziałam nikogo z wyskubanymi ekstremalnie łukami brwiowymi - dużo  brytyjek chodzi na zabiegi Threading czyli depilacji za pomoca ostrej nitki.
Brwi są tak desperacko pożądane,że prawie co druga moja klientka chciałaby je odzyskać gdy z biegiem czasu ulegają one zanikowi:/

- usta - dobrze zarysowane, podkreślone usta są number 1 w uk - może nie być maskary ale usta są prowokacyjne, czerwone i konkretne. Bardzo natomiast mi sie podobają insiracje ombre.



- akryle i shellac - popularność salonów manicure i usług bije rekordy popularności, tzw. nailbary oferują specjalne pakiety zniżkowe, a na ich usługi jest dużo chętnych.



Co mnie najbardziej nadal dziwi, mimo bycia tu już jakiś czas?

Niechlujstwo obok tak zakrojonej gamy usług:) Nie raz nie dwa widziałam zadbaną osobę z wielką dziurą w rajstopach czy mega zniszczonymi  butami:)
Drażni mnie również masa tapety na twarzy ukrywająca np. trądzik.


A jakie Wasze są spostrzeżenia ? Chętnie posłucham


zdjecie: stylebox.de


Read more ...

czwartek, 12 marca 2015

Wiosenne obudzenie - makijażowy haul na wiosnę: Sisley Indian Song , Mac Toledo i Mac Cinderella



Hey kochani:)

Dawno mnie nie było - a czas leci nieubłaganie.
Z racji tego,że jakiś czas temu pokazywałam Wam zapowiedzi , tego co chcę kupić bądź co mi wpadło w oko, dzisiaj z takim postem przychodzę.

Już Wam pokazuję co zagościło w mojej kosmetycznej szafce na wiosnę:



- po pierwsze marka Sisley - jak wspominałam bardzo ale to bardzo byłam ciekawa nowych kredek oraz fenomenalnej pigmentacji nowych cieni z kolekcji Indian song - tu marka bardzo zaskoczyła mnie na plus, po mału zaczynam bawić sie tymi nowościami i  jestem bardzo zadowolona.
Kredki Phyto eye twist  maja magnetyczne nasycenie, sa wododporne i wysuwane a utrzymują się bardzo długo - można je  cieniować (co mi osobiście się bardzo podoba) i używać nawet na całą powiekę.Są świetna alternatywa do torebki i makijażu trzy w jednym.










 Paletka Mistery Phyto ombre eyeshadow quartet nie wymaga rekomendacji - zbiera duże pochwały i i ja do jej zwolenników należę. Niesamowita iluzja  światła i nasycenia gra  tutaj istotna rolę w kreowaniu nowego makijażu oka - a  cudna, graficzna odsłona kolekcji, naprawdę przyciaga wzrok.




- długo oczekiwana przeze mnie kolekcja Toledo i Cinderella z MAC - tak długo na nie polowałam, kolekcja Cinderella rozeszła się w ciągu  1 h na stronie internetowej, Toledo   było i chyba jest jeszcze dostepne jakby szerzej - a może mniejszy szał  na nie nastapił?




Obie kolekcje przyciągają feerią kolorów, przepięknymi opakowaniami co objawia się wielką chęciom nabycia wszystkiego.

W kolekcji Toledo róż Azalea Blossom pamiętam z poprzednich kolekcji i darowałam sobie jej kupno na rzecz Ripe peach, który bardziej jest w moim guście ( Azalea gdzieś jest w mojej kolekcji), więc kolejne fundusze poszły na lakier Bao Bao i  maskarę z fikuśną szczotką.

 Z kolekcji Cinderella, bajkowej scenerii makijażowej ulubionej bajki niemal każdej dziewczynki nabyłam  Beauty  puder  Mystery princess - pełen smukłych, lekkich  drobinek ( tylko zapach mi się nie podoba i przypomina mi puder Michael Korsa),  Studio eye gloss w odcieniu  Pearl  Varnish,  Mac fluidline  Macroviolet  oraz  słynna pomadkę jeszcze przed zakupem i ukazaniem się a mianowicie   Royal ball .



Jeśli chcecie bym któremuś z tych wszystkich wymienionych produktów, przyjrzała się bliżej, dajcie koniecznie  znać w komentarzach:)
Po kolei bowiem będę wyłaniać wśród nich,  swoich ulubieńców i na pewno o nich napiszę.


Przygotowuję również filmik:)


Miłego dzionka !!!


Update do filmu:)

Zapraszam na  nowy film!!!



                           
                                     

Read more ...

niedziela, 1 marca 2015

Emigracja w UK - co mnie denerwuje a co sie podoba



Postanowiłam Wam dzisiaj napisać post odbiegający od spraw kosmetycznych  a nadmieniający trochę o życiu w Anglii.
Czyli słowem ciag dalszy postów emigracyjnych, sama lubię takie czytać czy oglądac więc mam nadzieję,że i Wy się ubawicie:)


Do tej cześci postu trochę mnie nakłoniły filmy Kretki z YT odnośnie życia w USA i jakości życia oraz luzu Amerykanów.

Ja mam ochotę się wypowiedzieć na temat życia w UK - jestem już jakiś czas i jest kilka kwestii, które niezmiernie mnie irytuja bądź fascynują:)

A więc zaczynamy, najpierw coś na co narzekam:


- pierwsza sprawa to mówienie ciągle bez w zasadzie  czekania na odpowiedz How are you:) - nieważne czy znasz ta osobe czy nie, w zasadzie zawsze i wszędzie w miejscu pracy czy w sklepie to usłyszysz - oczywiście lepsze to niż gburowatośc i ignorancja ale  jeśli mijasz daną osobę czy osoby 20 razy w ciagu 3 h to staje się to męczace i głupawe:)
Przy czym doskonale wiesz,że oni nawet nie czekają czy nawet nie chcą znać odpowiedzi:)

-  druga sprawa to jedzenie i malowanie w środkach transportu - o ile małe malunki jestem gotowa znieść ( wszak jesteśmy kobietami wrażliwymi na piękno)  to wyciaganie całego arsenału kosmetyków, mazanie się brudną gąbką i szturchanie sąsiada podrózy wkurza mnie bardzo
- a zwyczaj jedzenia i wpychania puszek i obgryzinych kości po kurczaku na siedzenie, czy rzucanie pod nie, jest objawem totalnego braku kultury:/
Nie wiem czemu oni  na to pozwalają, niestety  rzadko ktoś na to reaguje.

- brak totalnej uprzejmosci ze strony facetów - no cóż zawsze jest pierwszy w wyscigu do krzesła:) A niech tam - równouprawnienie

- w sklepie w przeciwieństwie do obsługi w USA czy w  PL - nikt czasem nie zaszczyci Cię obsługą, ot często i gęsto pracownik w centrum będzie bardziej pochłonięty rozmową z koleżanką - z jednej strony ma to swój urok, Anglicy nie lubia być obskakiwania


- niechlujstwo szeroko pojęte, a może czasem i nonszalancja? Wszak każdy może się nosić jak chce

- bardzo duzo osób zauważyłam cierpi na różnego rodzaju fobie, niby to normalne ,że każdy ma jakąś odskocznie ale jeśli przesuwamy grnicę zbyt daleko robi się dziwnie, pisze tu głównie o granicach religijnych, duchowych czy wyznaniowych.


- obgadywanie i to niekoniecznie za Twoimi plecami, po prostu otwarte krytykowanie gdy stoisz obok, wiąże się to też z tzw dwulicowością Anglików


-  narzekanie - wydaje mi się,że tzw. British born sa bardziej narzekający na wszystko niż Polacy:)


- horrendalne ceny za mieszkania i transport, nie mowiąc o korkach wrr

- NHS czyli tutejsza slużba zdrowia ale o tym osobny post jesli chcecie

- spychoterapia i niedotrzymywanie słowa - miej na to wzglad  szukając u nich  rozwiązań:)

 Plusy, które  naprawdę warte sa naśladowania:


- pewność siebie wpajana od maleńkości, poprzez częste nagradzanie i chwalenie nawet najmniejszych zdolności - czasem jest to swoistego rodzaju  przeginanie ale  to pozwala dzieciom bardzo wierzyć w swoje możliwości i odnieść sukcesy

- nauczanie  praktycznych rzeczy by wyjść w świat z umiejetnością zadbania o siebie

- automatyczność wszystkiego, szybkie i sprawne systemy obsługi, kupna  czy to migawki, karty do telefonu, wypłaty gotówki niemal w każdym sklepie tzw cash back, wysyłanie paczek w sklepach lokalnych blisko domu

- wypłaty tygodniowe choć ja sama mam mc,

-  dostępność niemal wszystkiego w tym jedzenia z najróżniejszych zakątków świata

- respektowanie Twoich przekonań, interesów prywatnych - pod byle pozorem możesz uzasadnić swoje stanowisko kwestiami politycznymi czy religijnymi, a odmowa wykonywania pewnych rzeczy  niekiedy wcale nie dziwi.

- nonszalacja, otwartość i swojego rodzaju swoboda - nikt Cię tutaj nie wskażę palcem tak jak gdzie indziej.

- system benefitów dla dzieci - przynajmniej masz na ich potrzeby:)


I na zakończenie, czytałam,że Anglicy sa najbardziej mimo wszystko samotnym narodem, łatwość wszystkiego  ale i pogoń za wszystkim czyni ich, bardzo samotnymi ludźmi, bez przyjaciół czasu na relaks i celebrowanie życia.

Czy tak jest? Nie wiem - może to właśnie ten paradoks a przy okazji udawanie,że wszystko jest dobrze, bo nie wypada powiedzieć na How are you - że mamy się zle:)





Inne posty o emigracji:
http://4premiere.blogspot.co.uk/2014/08/maa-rocznica-emigracja-i-kilka-sow-o.html

http://4premiere.blogspot.co.uk/2014/09/post-z-emigracji-czesc-druga-pozytywy-i.html

Read more ...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast